sobota, września 17

WRÓCIŁAM

 Wróciłam do pracy... po miesiącu hulanki czas wziąć się za siebie, więc:
* zamówiłam sobie dietę- z której nie korzystam, ale przy najmiej mogę sobie zapisywać co zjadłam i mi nalicza kalorie
*po miesiącu małej aktywności fizycznej wracam na siłkę
*zapisałam się na kurs języka angielskiego
Tego ostatniego nie mogę się doczekać! Między 
innymi, dlatego wróciłam do pracy, bo byłoby ciężko. Coś zarobie i odłożę, by zapłacić kolejne raty. Inwestowanie w siebie zawsze się zwraca. Wiadomo, że to kosztuje, ale nie ma nic za darmo :) Więc jeśli masz jakiś plan na siebie, to pomyśl czego Ci potrzeba by to zrealizować i inwestuj !
A w moim mieście dziś odbyły się wykłady m.in. Jarosława Kuźniara, Jaśka Meli oraz Wojciecha S. z Wrocławia- JAK OSIĄGNĄĆ SUKCES, właśnie z nich przyjechałam i jestem naładowana energią, czasem musimy posłuchać czegoś o czym wiemy, ale potrzeba nam, by ktoś o tym jeszcze raz powiedział. Mam tyle w głowie, że nie wiem co robić. Za co się wziąć. Idę biegać. Muszę to wyładować i jednocześnie jeszcze bardziej doładować. Wszystko to było na reklamę firmy, ale kto chciał to skorzystał z tych wykładów, tak jak ja. Już nic nie piszę. Dodam , że jeszcze były wystawy maszyn m.in. tramwaju, lokomotywy i innych maszyn rolniczych oraz foodtruck-i. PA !








wtorek, września 13

Pomysł na deser

Trzy desery które ostatnio majstrowałam. Ciągle coś "pichce". Też tak macie ?
Na początek deser z kaszy jaglanej, przepisu dokładnego podwać nie będę, ale najważniejsze jest to, by kasze ugotować w mleku, wtedy ma smak i jest lepka. Dodatki to prostu to co mam akurat.
W tym deserze użyłam jabłka, pokroiłam na kawałki (małe), ugotowałam w wodzie-by zmiękły (wody tylko tyci) z dodatkiem cynamonu; gorzkiej czekolady; płatki owsiane gotowane na mleku i kasza, także na mleku :)



Następny deser kupny, z biedronki. Ostatnio jest akcja wybór klientów czy jakoś tak i można kupić deser z nasionami chia. Mi nasiona goji nie smakowały w tym połączeniu


I znowu kasza jaglana. Tu za wiele się nie dzieje. Ma to nazwę "budyń jaglany",dodałam kokoski, ale za to owoce z ogródka <3.



piątek, września 9

JESTEM BURAKIEM!!!

Hej, dziś post z Niemiec w których nadal jestem, ale tylko do dziś. Przyleciałam "tanimi" liniami .. ale nie sądzę, by cena  3 stów nią była.
Dzisiaj wybraliśmy się z mamuśką,statkiem do miejscowości Linz. To jest stare miasteczko z mega starym budownictwem typowych niemieckich domów. Oczywiście nie obyło się bez zabawnych sytuacji...
Wypłynęliśmy po 9 i do tego miasteczka płynęliśmy 6h! Nie byłoby to dziwne gdyby nie to, że jest ono serio blisko , autem z 45 minut (po autostradzie) ? Pogoda mega dopisała, więc popatrzcie jakie z nas są teraz buraki :



ok, koniec. 
wszystko fajnie, ale na zwiedzenie tego Linz miałyśmy z 50 minut, bo jechał statek powroty - ostatni. OCZYWIŚCIE, że się na niego spóźniłyśmy , właśnie wtedy gdy zamawiałyśmy porcje frytek miałyśmy okazje mu pomachać
Szybka akcja, idziemy na pociąg. Akurat jak wracał (TEN STATEK) to zaczął jechać o wiele szybciej. Wysiadłyśmy w Bonn, spoko że to koło Koloni, czyli naszego docelowego miejsca wysiadki. Ale trzeba było jeszcze przejechać tramwajem na drugą stronę rzeki. Udało się zdążyliśmy i jeszcze się okazało, że ma spóźnienie. Dalej pojechałyśmy statkiem, bo szkoda by było w sumie, bilet opłacony, a nie był jakimś tanim ;) Z Bonn do Koloni jechaliśmy w sumie 2 godziny !
Bardzo mi się podobało, skorzystałam w sumie z pogody i się jeszcze opaliłam!